W życiu każdego człowieka przychodzi taki moment, kiedy ma dość. Mój
przyszedł kilka tygodni temu. Poczułam, że świat podchodzi mi do gardła i
jeszcze chwila, a zacznę nim rzygać do omdlenia. Jak znam życie, pewnie
też to znacie. Punkt, w którym albo pójdziemy dalej, albo umrzemy.
Umierać jeszcze nie chcę ( z umierania już wyrosłam), idę więc dalej.
Ktoś pewnie zapyta: dokąd idziesz? A ja się zaśmieję. Bo nie mam
pojęcia. Iść do przodu, znaczy iść w nieznane. Odkrywać nowe możliwości,
umiejętności... Może talenty? Nie wiem gdzie dojdę i to jest
najpiękniejsze. Tego pragnę z całych sił. Nieznanego.
Lipiec przyniesie wiele zmian. Przyniesie Echo Miasta, Polskę The Times,
może też Agorę. Jako urodzona optymistka wierzę, że zmiany będą na
lepsze. Bo przecież gorzej być nie może...?
Leżę w łóżku i nie mogę przestać myśleć o marnowaniu życia. Znam setki
ludzi, którzy jakoś o tym nie myślą i marnują swoje życie bez wyrzutów,
bez żalu, bez poczucia straty. Cierpię za nich i za siebie jednocześnie.
Bo oni nie mają rozumu a ja nie mam odwagi.